Mam na imię... Depresja

Mam na imię... Depresja

Przyspieszające tempo życia, stres w domu i w pracy, zbyt duża ilość obowiązków – to tylko niektóre czynniki powodujące spadek energii, niechęć do działania i apatię, która z czasem może niezauważalnie przerodzić się w depresję.

Depresja to, obok chorób układu krążenia i cukrzycy, jedna z głównych chorób cywilizacyjnych. Nieleczona nie tylko uniemożliwia normalne funkcjonowanie, ale może prowadzić nawet do samobójczej śmierci. Najbardziej niepokoi fakt, że wiele osób w ogóle nie zdaje sobie sprawy ze swojej choroby lub jej nie leczy, a nawet nie chce podjąć leczenia. O samej chorobie mówi się niewiele - trakując ją jak wstydliwy, psychiczny problem.

Szacuje się, że ok. 10 procent społeczeństwa może być dotkniętych tą chorobą. Mówi się, że choroba nie wybiera, jednak okazuje się, że na depresję częściej zapadają młode kobiety (co nie oznacza, że mężczyźni są na nią odporni) oraz – z drugiej strony – osoby starsze, samotne, bezradne.

Jak ją rozpoznać u siebie lub u swoich bliskich?

Może zacząć się niewinnie: od spadku koncentracji, powolnego myślenia, roztargnienia, ciągłego przygnębienia i smutku, czyli – wydawałoby się – niewinnie. Pojawiające się kolejne objawy są już bardziej dotkliwe i zauważalne, mogą być sygnałem alarmowym, że nasz spadek nastroju nie jest już tylko chwilowy, a przemienia się w poważną chorobę. Do takich symptomów zaliczają się bezsenność, brak apetytu, wyalienowanie się od społeczeństwa, aż po myśli samobójcze. Jeśli taki stan towarzyszy nam ponad dwa tygodnie, to znaczy, że problem jest bardzo poważny.

Wyjście z depresji jest trudne i długotrwałe. Wymaga konsultacji psychiatrycznej, niejednokrotnie farmakoterapii i psychoterapii. Koncerny farmaceutyczne prześcigają się w produkcji i sprzedaży kolejnych psychotropów i ziołowych suplementów diety, które mają podnosić nasz nastrój, uspakajać, dodawać sił witalnych. Jednak wiele osób, szczególnie dobrze wykształconych i mieszkających w dużych miastach nadużywa antydepresantów, podczas gdy spore grono chorych, szczególnie osoby starsze, mieszkające w małych miejscowościach, powinny wspierać się lekami, a tego nie robią, głównie ze względu słabą ich dostępność i jeszcze mniejszą świadomość potrzeby ich stosowania.

Wyjście z ciemności

O depresji mówi się przede wszystkim jako o chorobie duszy, dlatego sama chemia w tabletkach zdecydowanie nie wystarczy. Potrzebna jest także fachowa pomoc specjalisty – psychologa lub psychiatry, który w trakcie psychoterapii będzie indywidualnie rozpatrywał konkretne stany, zaburzenia i problemy oraz wskaże „wyjście ewakuacyjne” z tej ślepej uliczki, jaką jest depresja. Współcześnie coraz więcej specjalistów zajmuje się leczeniem tego typu zaburzeń psychicznych, zatem psychoterapia nie jest już zarezerwowana tylko dla ludzi majętnych, którzy mogą sobie pozwolić na wyznania na kozetce. To forma leczenia, która nie jest fanaberią, a koniecznością.

Ostatecznie jedną z podstaw walki z depresją jest wsparcie najbliższych. Hasło „weź się w garść”, „nie martw się”, czy „wszystko będzie dobrze” nie pomagają, a wręcz przeciwnie – mogą spowodować jeszcze większe odcięcie się od otoczenia, a to właśnie towarzystwo, wysłuchanie i zwyczajna rozmowa może pomóc wyjść na prostą.

Czy można się zabezpieczyć przed depresją?

I tak, i nie. Z jednej strony jest to choroba genetyczna, ale może też wynikać z funkcjonowania naszego układu nerwowego i hormonalnego. Jednak nie oznacza to, że jesteśmy straceni już w przedbiegach. Aby nie dopuścić do powstania stanów depresyjnych, należy zacząć od podstawowych zasad zdrowego życia, począwszy od odpowiedniej ilości snu, zdrowej diety, higieny pracy, dobrego odpoczynku, aktywności fizycznej, aż po dbanie o samorozwój – czyli pielęgnowanie swoich pasji, hobby, szukanie drobnych przyjemności. Zatem, jakby na to nie spojrzeć to spacer po parku, a potem ulubiona kawka w miłej kawiarni okazują się inwestycją we własne zdrowie i poprawę jakości życia.

 

źródło: https://www.medico.tychy.pl/aktualnosci/mam-na-imie-depresja