Czystość bluzki

Czystość bluzki

Dzisiejszy felieton, ze względu na czas stawania się, miał być o białych bluzkach, nieodłącznym od lat symbolu początku roku szkolnego, początku w ogóle. O tym, że tak naprawdę nigdy z nich nie wyrastamy, ani fizycznie, ani mentalnie.

Podobno Agnieszka Osiecka, która zdecydowanie pobłądziła gdzieś na drodze do dorosłości, każdego pierwszego dnia września zakładała białą bluzkę, jakby znów szła do szkoły, jakby znowu cały rok był tylko tabula rasa. Gdyby to było możliwe...

Ale nie, będzie o innej czystości, powiedzmy nawet czystości cielesnej. Otóż podczas upalnego, weekendowego południa, niesiona coraz bardziej uciążliwą lekkością butów, poczułam w okolicy lewej nogi zbliżające się inne nogi. Nogi należały do starszego pana, absolutnie niczym nie odróżniającego się od innych starszych panów. Nagle - o zgrozo - pan ośmiela się zakłócić mój wydeptywany w trzydziestostopniowym upale zen, pytaniem, na które w życiu bym nie wpadła:

- W co trzeba wierzyć, żeby być tak normalną dziewczyną? Bez żadnych tatuaży, kolczyków, to się dzisiaj rzadko spotyka!

Nie zwalniając kroku, a jedynie lekko przechylając głowę w stronę rozmówcy z konieczności, odpowiedziałam, że w nic nie trzeba wierzyć. I w momencie sama się mentalnie zbeształam. Jakie w nic nie wierzyć?! Przecież w tyle rzeczy wierzysz, łącznie z Tym Największym, w dobro można wierzyć, nadzieję, miłość, pokój, wolność, przyjaźń, braterstwo etc. A ja wypaliłam jak najsłabsze ogniwo w łańcuchu inteligencji!

Cóż za gafa na skalę całego pokolenia! Nie mam pojęcia, jakiej odpowiedzi spodziewał się ów pan. Co mu przyszło do głowy zadać takie pytanie? Jak można tak bezpośrednio komentować czyjś wygląd, nawet, jeśli jest to - umówmy się - komentarz graniczący z komplementem? No i ostatecznie - a co jeśli pan poległ w swojej śmiałości, a ja mam tatuaże i kolczyki w miejscach gdzieś w niewidzialnych nawet pod oszczędnym w materiałem strojem? I czy ostatecznie to takie dziwne, że nie robi się ze swojego ciała świątyni igieł?

Nie wiem, w co trzeba wierzyć, żeby tak wyglądać (lub tak nie wyglądać), ale jeszcze bardziej nie wiem, co trzeba w swoim życiu robić, żeby myśleć jak ten pan. Przecież nasza własna skóra, bardziej lub mniej jasna, też jest jak codzienna koszula. Może już nie tak świeża i biała, za to wciąż gotowa na nowe początki.