Wybór wyborów czyli kto idzie na wybory?

Wybór wyborów czyli kto idzie na wybory?

Taka sytuacja - jest sobotni wieczór, małe przyjęcie u przyjaciół, chipsy, piwo i paluszki, trochę muzyki z internetu i zdjęcia z wakacji. Ogólnie - sielanka. Wszyscy zadowoleni, jeszcze wciąż rozluźnieni po wspomnieniach kilku dni z życia na urlopie, kiedy to okazuje się, że są znacznie bardziej pozytywnie nastawieni do świata, ludzi i przyszłości.

To nic, że zostają  dosłownie i w przenośni sprowadzeni na ziemię zaraz po lądowaniu samolotu. Jeszcze jest ten luz i ta energia. Zatem przyjaciele siedzą sobie wygodnie na fotelach, kanapach, kto lubi ten na podłodze, błąkają się wirtualnie po ciepłych rejonach Morza Śródziemnego, żeby za chwilę jechać setki kilometrów wzdłuż polskiej ściany wschodniej, zachwycając się polami, wsiami i błękitem rodzimego nieba.

Wszyscy rozluźnieni opowieściami i napojami. Nikt już nie pamięta zmęczenia upałami, uciekania przed niekończącym się deszczem, czy jakże mało liczącego się faktu, ile trzeba było na tych kilka dni luksusu harować.  Aż tu nagle, jak to zwykle w życiu bywa, rajski klimat przerywa polityka.

Musiało paść wiszące w powietrzu pytanie „czy idziecie na wybory?”.

Bez względu na odpowiedź (tak/ nie/ nie wiem) za tym pytaniem jak wredne rodzeństwo ciągnie się kolejne: „no to na kogo głosujecie?". I to już jest początek końca. Jeśli tylko - nie daj Bóg - towarzystwo ma odmienne poglądy, a to, że tak będzie jest niemal pewne, można już zapomnieć o uśmiechach na fotkach i widokach z palemką. Zamiast tego te uśmiechnięte twarze pokażą zęby (lub też inni będą je zaciskać), a zamiast palmy w tle pojawi się narodowa flaga, którą wszyscy „inni” chcą zbrukać. 

I tym sposobem, jeśli wszystkie atrakcje wieczoru są już na wyczerpaniu, ale szkoda jeszcze się zbierać, bo pies nie musi na spacer, a dziecko wcale nie ma ochoty iść do łóżka, można ożywić zebrane grono, a nawet sprawić, że zawrze krew, atmosfera będzie gęstsza i gorętsza niż w saunie i nikt już nie poczuje ani odrobiny zmęczenia. 

Wszystko to jest jest dobre i słuszne, dopóki jest konstruktywne. Dyskusje oparte na argumentach, które przyjmują obie strony. Obie strony muszą  mieć też podobny zasób wiedzy.

Niestety, zamiast przy okrągłym stole, nasi przykładowi znajomi siedzą wokół prostokątnego stolika kawowego. Więc nie brakuje ostrych brzegów i nierównych odległości. Może to dlatego tak trudno nagle znaleźć im wspólny język, choć jeszcze przed  godziną wydawało się, że są tacy zgodni i tacy podobni. A jednak nie.