Człowiek, radny, burmistrz, wójt – czy to już towar eksportowy?

Człowiek, radny, burmistrz, wójt – czy to już towar eksportowy?

Co łączy kupca i sprzedawcę? I jeden i drugi ocenia produkt, opiniuje i rekomenduje. Oboje stosują zasady marketingu rekomendacji znanego nam od zarania dziejów. A dla tych, którzy nie pamiętają przypomnijmy, że w ubiegłej epoce elementem tegoż marketingu była słynna Księga skarg i zażaleń. Zatem ocenianie, opiniowanie pozostało wszechobecne. Obecnie w każdym sklepie internetowym spotkamy się z systemem przydzielania gwiazdek. Jednak tam dotyczy ono tylko przedmiotów, produktów czy usług. A co kiedy punktacji zaczyna podlegać człowiek?

Bardzo powszechne staje się ocenianie, krytykowanie, a nawet hejtowanie podsycane opiniami innych, komentowanie, które nie tylko krzywdzi człowieka, ale również może zniszczyć pomysły, marzenia, plany czy nawet wartość drugiego człowieka. Cały proces dotyczy nie tylko naszego najbliższego otoczenia, ale również osób, których nie znamy lub kojarzymy z kolorowych czasopism, wielkiego ekranu, czy też sceny politycznej. Czy mamy do tego prawo? Kto daje nam prawo oceniać? Czy możemy oceniać i sami pozostać nieocenionymi? A może działa to w obie strony?

Głupi, kujon… Chudy prawie anorektyk, gruby…, dziwak z naprzeciwka…A może po prostu człowiek mający inny system wartości i odmienne spojrzenie na świat. Z jaką łatwością potrafimy zaszufladkować innych w niejednokrotnie negatywnych ocenach, niskich punktach rankingowych… Tylko po co?

- Ocenianie innych nie jest najlepszym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi oraz na poprawę własnego samopoczucia – mówi psycholog, Jakub Banaś. – Ocenianie innych, wydawanie o nich opinii opartych na powierzchownej ocenie jest prostsze od zrozumienia powodów postępowania. Kiedy oceniamy czujemy się prawie bogami, którzy w jednej chwili mogą albo komuś pomóc swoją oceną, albo go zniszczyć.

W ostatnich latach popularne stały się rankingi polityczne. Nie chodzi tu o badania poparcia dla poszczególnych partii, czy ich liderów, ale o ranking „Najlepszy/najgorszy”. Rankingi te stały się swoistym poligonem hejtu i internetowej agresji dla zwolenników i przeciwników danego ugrupowania oraz będących w nim członków.

- Kiedy tworzymy ranking ogólnokrajowy to wtedy wiemy, że ocenie podlega kilka aspektów działalności danego człowieka – obecność w komisjach, praca na rzecz danego ministerstwa czy Koła Poselskiego, działalność poza rządowa i tak dalej. Zazwyczaj kandydaci są opisywani tak aby oceniający internauci widzieli czego dokonała dana osoba. Mamy tez regulamin rankingu, metodologię. Wiemy o co w tym chodzi i jaki ma cel dany ranking. Inaczej sprawa wygląda z rankingami gminnymi, które zamykają się w małej gminie czy wsi. Tam ocenie podlega… sąsiad, który dodatkowo pełni funkcję publiczną. Rankingi te często nie mają swojej metodologii. Są oparte na emocjach, niejednokrotnie negatywnych do danej osoby. Motywacją do złej oceny może być zazdrość, że ktoś wygrał obecne wybory, a ktoś nie. Innym motywem jest zemsta nawet z prozaicznego powodu, jak odmówienie sąsiedzkiej pomocy czy pożyczki. Powodów do negatywnej oceny jest wiele, ale ich motywacje nie wynikają często z pracy publicznej danej osoby, a prywatnych pobudek oceniającego – dodaje Banaś.

Jak taki ranking ma się do oceny samej pracy sołtysa, wójta, burmistrza czy radnego? - Nijak, ponieważ wyborcy oceniają nas w czasie wyborów – komentuje dla portalu Koniecpol.info Aneta Chrzuszcz, radna gminy Koniecpol. – Wygrana na kolejną kadencję pokazuje jak bardzo ludzie ufają radnemu oraz jak bardzo cenią jego zaangażowanie i pracę. Stąd tworzenie rankingów, wywoływanie burzy medialnej na nic się zda, jeśli nawet ten najgorszy – według medialnego rankingu - ponownie zasiądzie w radzie i będzie pracować dla mieszkańców miasta czy gminy. Ocena radnych raczej nie motywuje do lepszej pracy, a  wręcz przeciwnie. Motywujące dla każdego radnego jest zgłaszanie problemów przez mieszkańców, informowanie o naglących sprawach, proponowanie inicjatyw. Wtedy radny słucha i sugerując się tym może podjąć dalsze działania. Taka jest przecież rola radnego. Nikt nie robi tego dla popularności. Ustawianie radnych w szeregach lub rankingach przypomina ocenę rzeczy do sprzedaży i zupełnie odbiera energię do działania na rzecz społeczności lokalnej. Oceny dokonują sami mieszkańcy w czasie wyborów.

Zatem co może być przyczyną dla tworzenia takiego gminnego, żeby nie powiedzieć osiedlowego, rankingu? Z własnego marketingowego doświadczenia wiem, że rozgłos. Nic tak nie nakręca oglądalności jak nienawiść, agresja i hejt. Jednak nie jest to najlepsza reklama, ani droga do sukcesu. Powód? Jak długo można zarządzać konfliktem i podsycać negatywne emocje wśród ludzi? Zawsze po każdej burzy przychodzi rozpogodzenie, a po każdym rankingu podsumowanie o którym zapominamy, bowiem pojawia się więcej rzeczy.

W ciągu życia poznajemy wielu ludzi. Często podczas tego pierwszego kontaktu z nimi przypisujemy im jakieś cechy. Niejednokrotnie mylimy się co do nich i błądzimy. Działa to również w drugą stronę – inni ludzie patrząc na nas również wpadają w pułapki swoich błędnych ocen i opinii.

- Błędy te związane są z oszczędnością poznawczą – nasz mózg jest niestety dość leniwy, stara się docierać do celu z jak najmniejszym wysiłkiem, dlatego jesteśmy skłonni stosować uproszczenia poznawcze, a co za tym idzie uproszczone opinie i metody rankingowe – podsumowuje Banaś.

A zatem jak mówił Haruki Murakami: Tak długo jak jesteśmy ludźmi, będziemy się mylić.

Na koniec zaś dla tych, co cenią mądrość Pisma Świętego i jego lekcje: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.” (Mt 7,1-5) 

fot. pixabay.com.pl